Siła płynie z wewnątrz


Choroba może spaść na nas jak grom z jasnego nieba. Choć w większość przypadków już wcześniej pojawiają się delikatne, ale jak znaczące symptomy, że coś złego dzieje się z naszym ciałem. Nie inaczej było w moim przypadku. 

Ostatnio troszkę czasu spędziłam w autokarach, siedząc wprost pod nawiewem klimatyzacji. Troszkę nie uważałam i troszkę zaczęły mnie pobolewać uszy. Dolegliwość zbagatelizowałam i żyłam jakbym przecież uszy mogła sobie wymienić na nowe.

Poniekąd doprosiłam się bolesnego zapalenia.
Tak bolesnego, że wykupując receptę na leki, pan farmaceuta tylko na nią spojrzał i zapytał krótko: aż tak?

🤯

Dosłownie bolało aż za mocno. Jakbym w głowie miała bombe, która zaraz eksploduje. W tamtym momencie oddałabym swój słuch, skazując siebie na wieczną głuchotę w zamian za ustąpienie bólu.

Dostałam antybiotyk i leki przeciwbólowe stosowane przy złamaniach lub po operacjach.
Leżąc przez kilka dni dużo spałam. W zasadzie chciałam tylko spać. Chciałam ciszy i spokoju. Chciałam zostać sama w domu, ale Bóg miał lepsze zdanie na ten temat. Nie dostałam upragnionej samotności. Dostałam natomiast coś o wiele cenniejszego - Jego łagodność, cierpliwość i opanowanie.

Przyprowadził i poprowadził mojego syna, który podawał mi leki. Stał przy mnie z herbatką i wlewał mi ją delikatnie wprost do ust a ja mu na to pozwoliłam z najpiękniejszym, naturalnym uśmiechem na twarzy, na jaki wtedy było mnie stać.

W tamtych momentach, syn opiekując się mną, robił to wszytsko ze słowem mamo. Choć było to najdelikatniejsze mamo, jakie kiedykolwiek słyszałam z jego ust, to niestety w tej chorobie rozdzierało mi z bólu głowę na pół. Kiedy tabletki przestawały działać, zalewałam się łzami cierpienia i to nie jakaś romantyczna metafora a bolesna prawda.

Łzy chowałam po kołdrę, jednak mój syn odkrywał moja czerwoną i wykrzywioną z bólu twarz i zdezorientowany zadawał pytania. Skulona, zapłakana, trzymając się za głowę odpowiadałam mu cierpliwie i łagodnie.

Kiedyś - dawno temu, pewnie bym nie wytrzymała i z sykiem zażądała, żeby zostawił mnie samą. Cierpkie idź do pokoju. Przecież potrafię o siebie zadbać. Miałabym do tego pełne prawo, bo takie jest oblicze podłej choroby i poddanego jej, słabego ludzkiego ciała.
Tak. Z pewnością. Kiedyś bym w ten sposób zareagowała, ale w tej chorobie miałam Boga. Okazję poznać Jego łagodność, której pozwoliłam opanować świat mojej duszy.

***

Choruję raz na dziesięć lat. Termin wzywał. Ostatnimi czasy wezwał wiele osób. W tym roku wyjątkowo wiele osób. Jestem naocznym świadkiem nierównej walki z poważną, szybko postępującą, nieuleczalną a czasem śmiertelną chorobą. Walki, którą odbywają moi znajomi czy najbliżsi. 

Migrena. Depresja. Baby blues. Zaburzona osobowość. Nowotwór. Zaawansowane stwardnienie rozsiane, przez które człowiek staje się więźniem swojego ciała.

Jesli czujesz się niewidzialny ze swoją chorobą ...

Skoki temperatur. Rozchwianie emocjonalne. Niebieska tabletka. Czerwona chemia. Jedna diagnoza. Druga diagnoza. Stos diagnoz wypadających Ci z rąk.Lęk. 

Zastrzyki. Wenflony. Poplątane kable kroplówki. Naświetlania. Operacje. Rany. Wypadające włosy. Peruka. Paraliż. Wózek inwalidzki. 

Tygodnie spędzone za zamkniętymi drzwiami sypialni. Trzaskanie drzwiami. Miesiące w sterylnym szpitalu. Długie korytarze. Lata w łóżku. Biały sufit... a kiedy Cię widzę, masz uśmiech na twarzy.

Wiedz że Cię widzę, w Twojej brzydkiej chorobie, nawet gdy masz ten delikatny i kojący uśmiech na twarzy. 

W całym tym cierpieniu, jest głeboki sens.Twój ból i sposób w jaki go przeżywasz uzdrowia Twoich znajomych, rodzinę... może z egoizmu, narcyzmu, próżności, lekkomyślności, obłędnego pośpiechu, pracoholizmu ?

Twoja choroba nie przydarzyła się Tobie -  dzieje się dla Ciebie i dla innych, abyś swoją walką, rozpalał cały świat. 

Mój już rozpaliłeś.

Żyjesz oko w oko z podłą i przebiegłą chorobą, która nie zna litości w zadawanym bólu a właśnie Ty, na moich oczach, mówisz jej prosto w twarz:
Bez mojej zgody, nie zdołasz pozbawić mnie energii do życia.

Wiesz co takiego w sobie masz? Co mnie zdumiewa i czasem zawstydza?

Siłę i pokorę Stwórcy, która płynie z Twojego wnętrza. Z Nim jesteś niepokonany.

***

Jedną z takich osób, jest moja znajoma z dawnych lat szkolnych. 

Urodziła się z krótszą nogą, która pozbawiła jej możliwości gry na boisku, udziału w szkolnych wycieczakch. Choroba zamknęła ja na lata w domu. 

Jak sama pisze: "o zamknięciu wie wszytsko"

Pomimo to nie przypominam sobie, żebym widziała Justynę smutną czy zgorzkniałą. 

Wręcz przeciwnie. Uśmiech miała zawsze na twarzy. Pełna życzliwości pomagała innym.

Jeśli tylko zechcesz, możesz spełnić marzenie Justyny o pełnym zdrowiu, bo ma ku temu wielką szansę. 

Możesz pomóc jej w zebraniu brakujących 

180tys. zł na potrzebną operacje w Paley European Institute.

Nie musisz przelewać całej kwoty 😉Wystarczy jak do tej pory, symboliczna kwota, którą możesz przenzaczyć na ten szczytny cel.

W ten sposób zostało zebrane już prawie 300tys.
Może być to Twoja forma podziękowaniu Bogu, za Twoje zdrowie i sprawność.  💙

Więcej o Justynie i link do zbiórki :

Kliknij. Link do zbiórki


Komentarze

Popularne posty