Bóg zawsze znajdzie ci pracę


Kiedy po raz pierwszy przeczytałam słowa Konfucjusza " wybierz pracę,  którą kochasz i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu "  
Miałam swoją filozofię "mądre słowa złociutki,
ale nie ta epoka - tutaj każdy orze jak może."

Ciężar pracy i pierwszą złotą zasadę zachowania umiaru, poznałam w wieku 16lat.
Z wakacyjnych nudów, nic nikomu nie mówiąc, jeździłam rowerem 15km na pole zbierać truskawki. 
Codziennie pokonywałam 30 kilometrów. Na polu spędzałam pół dnia. Poza widokami żadna przyjemność - czysty pieniądz i... udar słoneczny.
Po pięciu dniach takiej pracy miałam tak brzydkie objawy, że poważnie myślałam, że zanim ktoś wróci do domu umrę i nikt nie będzie wiedziała nawet, że dosłownie zaorałam się na śmierć w swojej pierwszej pracy. 
Obiecałam sobie, że jak przeżyje, nigdy w tak głupi sposób - nie będę płaciła zdrowiem za pieniądze - ! 
Po tym wszystkimi nie mogłam patrzeć na zarobioną gotówkę. Całe 700 zł oddałam młodszej siostrze.
Wniosek z tego punktu CV jest taki, że praca dla samych pieniędzy jest bardzo głupią strategią, bo wcale do nich nie prowadzi. 😅

Drugą złotą zasadę pracy - czyli "pozostać sobą pomimo wszystko" poznałam w Warszawie, gdzie studiowałam. 
Rzucana przez życie głównie w officowe przestrzenie, nabywałam doświadczenia w wielu branżach, wygładzając swoje CV do idealnych proporcji, pomijając te epizody, których chętnie bym sobie w życiu oszczędziła.

Ostatnią pracą przed wyprowadzką z Warszawy,  było wydawnictwo Ican Institute, którego 
wiceprezes i dyrektor zarzadzajacy, współczesny konfucjusz uważał, że "bezruch jest najgorszą z możliwych alternatyw."
Szytą na miarę naszej epoki, przedsiębiorczą myśl, uznałam za prawdziwą.
Założyłam okulary, elegancki płaszcz i  wsłuchiwałam się w światowej sławy zagranicznych mówców motywacyjnych. 
Używając soczystego biznesowego języka, posługując się wszelkiej maści wykresami z amplitudą wzrostu i spadku pokazywali jasno, ile dany przedsiębiorca jest wart na rynku pracy. Wszyscy wchodzili w to jak w masło, ja z oporem drewnianego noża, ale troszkę też... 
Na szkoleniach między słowami, utożsamiano wartość ludzi z wykonaną pracą. 
Każdy biznesmen po takiej hipnozie chciał zostać "Liderem Jutra".
Wydawnictwo utożsamiałam z praca życia, choć wysysała ze mnie życie. 
Zachłyśnięta motywacjami i firmową, najlepszą kawą - bez ograniczeń, zatracałam swoją naturalną spoistość. 

Jednej strony A4 nie starczyłoby na wszystkie moje stanowiska pracy a i tak większość mojego CV nie odda nikomu krętej ścieżki jaką musiałam przejść, aby zrozumieć, że myśl starożytnego, chińskiego filozofa, ma w sobie pierwiastek Bożego zamysłu.

W szukaniu pracy zawsze polegałam tylko na sobie, ponieważ będąc agnostyczką zmierzającą w prostej drodze do ateizmu,  nigdy wcześniej nie przeszło mi przez myśl, żeby poprosić Boga o pomoc w znalezieniu zatrudnienia... poddawałam w wątpliwość Jego Jestem a co dopiero Jestem Tu i Teraz - Widzę i Słyszę Cię i... znajdę ci pracę. 

Kiedy jednak poznałam Boga i Jego realny wpływ na nasze życie, zrozumiałam, że i w tej kwestii muszę oddać Mu całkowicie stery. 
W Jego Święte Ręce złożyłam cała sprawę. 
Przez ostatnich sześć miesięcy szłam pod górkę w oczekiwaniu na jakiś sygnał. Pomimo milczenia Boga, ufałam. Wiedziałam że z Bogiem wszędzie, na spokojnie, zdążę. 
W zachowaniu jednk swej opieszałości, czasem Go tylko troszkę ponaglałam... 😉 

"Opłacało" się zaufanie. 
Bo pewnego dnia, Bóg znalazł mi pracę.

Nie "jakąkolwiek" a idealnie skrojoną, szytą na moją miarę.
Spełnił dosłownie  p o n a d  wszytskie trzy warunki, o które Go poprosiłam.

Jakimś dziwnym zrządzeniem losu, otrzymałam pracę w kameralnym, profesjonalnym, zakładzie krawieckim blisko domu. 

Przechodząc po raz pierwszy próg salonu dosłownie zbladłam...  😱
W głowie dudniła jedna myśl.
" Boże... Ty nie chcesz żebym nawet w pracy o Tobie na chwilkę zapomniała!"
Salon szyje stroje sakralne i szaty liturgiczne. Ornaty, sutanny, alby, komże, ubrania do I Komunii Świętej. 🙉
Na ścianach zawieszone są obrazy z wizerunkiem Matki Bożej. Dopatrzyłam się kilku krzyży i jeden wielki kalendarz z 2020r. "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary." Codziennie odwiedza nas jakiś Ksiądz. "Dzień dobry" zastąpione jest "Szczęść Boże"

Nawet nie mam odwagi pytać Pani Lidii, dlaczego dała mi szansę w tak zaawansowanym w technice szycia salonie. W profesjonalnym zespole Pań z 30letnim doświadczeniem, które pracują z prędkością maszyny do szycia, czyli jakieś pięć tysięcy ścieg. na minutę.

... póki nie zmarnuję zbyt dużo materiału... 🙈
robię to co naparwdę kocham, co jest moją wielką pasją. 
Szyć tak jak czytać książki, mogłabym cały dzień.
W domu każdą wolną chwilę spędzam przed maszyną.  
Dlatego, czas w pracy znika jak nitka w materiale, który pochłania mnie cała. 
Pod czujnym okiem Pań Krawcowych uczę się płynniejszej pracy. Z nieukrywaną fascynacją podglądam jak ściągają miarę z klientów a następnie jak centymetry przekładane są na wykroje. Mam przyśpieszony kurs profesjonalnego szycia, za który mi jeszcze płacą.

Jeszcze pół roku temu nieśmiało zaczęłam  myśleć o otworzeniu saloniku krawieckiego. Nie miałam jednak profesjonalnego  doświadczenia. Technikę szycia poznawałam dzięki miesięcznikowi Burda- znana wszystkim pasjonatkom szycia. To było zdecydowanie za mało, żebym mogła nawet pracować jako krawcowa... a co dopiero mieć własny salonik.
Myślałam o kursach szycia, ale zniechęcała mnie ich cena...
Praca Krawcowej i profesjonalne szycie pozostało  w sferze marzeń.

I do tych marzeń, skrzętnie ukrytych przed światem zajrzał Bóg. 
Co z tego będzie? Zobaczę. 
Póki co, nie miałam nawet odwagi zamarudzić kiedy przyszło mi stać 6h przy parownicy. 
Pierwsza ornata jaką dostałam do przeprasowania była z wizerunkiem św. Józefa trzymajacego małego Jezusa na rękach. 
 Z modlitwą w duchu i uśmiechem na twarzy dziękowałam i dziękowałam św.Józefowi. 
Przez wstawiennictwo tego patrona roku i pracy, omadlałam każde wysłane CV.

Praca to pół, u innych całe życie. Bóg nie chce nikogo unieszczęśliwiać tym obowiązkiem. Jeśli czujemy się sfrustrowani, niespełnieni i poirytowani pracą jaką wykonujemy poniekąd robimy to na własne życzenie. 
Czasem w całkiem udanej, fajnej pracy zbyt dużo marudzimy a to odbiera nam radość z tego, że ją posiadamy.
Gnamy, pędzimy, zamartwiamy się i zmieniamy nasze zniechęcone oblicze na widok mijającego nas szefa, bo uważamy, że praca ma nas doprowadzić tylko do pieniędzy - a takie nastawienie nigdy nie sprawi, że Bóg w nasz trud wpisze też i radość.

P.s teraz będziecie widywać mnie w makijażu 🌻

💙

Komentarze

Popularne posty